PLENDE
unesco logo kwidzyn
Muzeum
w Kwidzynie
youtube
ZAMKOWE KAMERALIA 2018  Kapela Non Grata200 lat konserwacjiAplikacja mobilnaNocne Zwiedzanie

Wydarzenia / O zamkowej Kazi zwanej Bożenką

O zamkowej Kazi zwanej BożenkąO zamkowej Kazi zwanej BożenkąO zamkowej Kazi zwanej BożenkąO zamkowej Kazi zwanej Bożenką

 

Miała dostać na imię Bożenka, a na drugie Kazimiera. No ale tata w Urzędzie stanu Cywilnego zamienił kolejność… Mamie Kazi to się nie spodobało. Wołali więc do niej Bożenka. Mowa o naszej zamkowej koleżance Kazimierze Bożence Sulich. Mija właśnie 45 lat jak przyszła tu do pracy. No i przyszedł też czas pożegnań. Postanowiła bowiem zakończyć swoją pracę zawodową i poświęcić więcej czasu mężowi, dzieciom i wnukom.

- To był wspaniały i ciekawy czas. Miałam pracować w ogrodnictwie ale w ostateczności trafiłam do zamkowego działu gospodarczego – opowiada z uśmiechem.

Zamieszanie z jej imieniem było od początku. W papierach Kazia, mówili do niej Bożenka. Jak wyszła za mąż, to zmieniła również nazwisko. Zdarzyło się nawet przez to zawirowanie, pominąć ją przy dzieleniu premii.

- Dyrektor dziękował za pracę mówił, że jest zadowolony no to się cieszyłam. Gdy przyszło do wręczania premii to nie dostałam. Zapytałam dlaczego? Okazało się, że było to zwykłe nieporozumienie, bo imię sobie zmieniłam i nazwisko – opowiada z uśmiechem nasza emerytka. – Wszyscy później się z tego śmieli.

 Nie raz korciło ją żeby zmienić pracę. Nawet dostała dwie propozycje. Odmówiła jednak bo jak sama mówi dobrze jej się tutaj pracowało. I tak przepracowała w zamku 45 lat. Jak wspomina zamek zmieniał się przez ten czas na jej oczach, remonty, konserwacje. Poznała również w pracy wspaniałych ludzi, z którymi bardzo się zżyła.

 To już nie ten sam zamek co w 1973 roku. Przeżyła jednak to wszystko łącznie ze spotkaniem z duchem.

- Tak strasznie bałam się chodzić po zamku, gdy było już po zmroku. Kiedyś wychodziłam ze skrzydła wschodniego i odkładałam klucze. Spojrzałam na schody i wydawało mi się, że widzę strażnika. Odezwałam się do niego ale on do mnie już nie. Postać zbliżała się nic nie mówiła. No to szybko zamknęłam drzwi i podbiegłam do bramy – opowiada z przerażeniem jakby to było dziś Bożenka. – Zapytałam strażników kto z nich jest na zamku? Oni popatrzyli po sobie i odpowiedzieli, że nikt. Śmiali się, że coś mi się przewidziało. Może i przewidziało mi się ale od tego czasu chodząc po zmroku starałam się skupić wzrok na posadzce i za bardzo się nie rozglądać – dodaje.

Życzymy naszej koleżance, by na emeryturze miała czas na realizację swoich marzeń oraz pasji. Liczymy na to, że będzie nas miło wspominać i czasami odwiedzać.